Facebook Twitter Reset

Piąty studyjny album Beyonce już jest!

Kolejny świetny album studyjny – piąty już na koncie wokalistki. I – jak zwykle – równie genialny. Znów jest różnorodnie, magnetyzująco i elektryzująco. Beyonce po raz kolejny udowadnia, że zasługuje na miejsce, w którym aktualnie jest. Że to całkiem normalne, że jej piosenki nie schodzą z list bestsellerów, płyty sprzedają się w wielomilionowym nakładzie, a bilety rozchodzą niczym ciepłe bułeczki. Ta kobieta zwyczajnie ma to coś! Wie, kiedy i jak uwodzić.

beyonceKiedy być cichą, romantyczną, sentymentalną. A kiedy porywać tłumy. Nie wiem, kiedy ostatnio byłam na imprezie, na której nie leciałby ani jeden jej kawałek. Jakby współczesna muzyka nie istniała już bez Beyonce! Dlatego kupiłam tę płytę. Dowiedziałam się o niej zupełnie przypadkiem, bo ani nie było jakiejś wielkiej promocji, ani ja się specjalnie rynkiem muzycznym nie interesuję. Ale wychodzę z założenia, że są jednak artyści, których płyty w domowej biblioteczce zwyczajnie wypadałoby mieć.

Minimalizm w cenie?

„Beyonce” jest moim pierwszym nabytkiem, jeśli chodzi o tę piosenkarkę. Wcale nie dziwi mnie minimalistyczne podejście, jeśli chodzi o tytuł i prostą okładkę. Ten album broni się sam, bez żadnych udziwnień, reklam, promocji. Jest po prostu świetny! Ale i jakie nazwiska za nim stoją! Jay Z, Timbaland, Timberlake, Drake – kto się w tym spisie nie pojawia! Chociaż jestem pewna, że i bez takiego wsparcia Beyonce doskonale by sobie poradziła. Tej kobiety po prostu nie sposób przestać słuchać. Jestem absolutnie zachwycona i wciąż czekam na więcej.

Na razie nikt nie napisał swojej opinii. Możesz być pierwszy.

Dodaj swoją opinię