Facebook Twitter Reset

Mela Koteluk bajkowo i spokojnie w „Spadochronie”

Jak bajkowo tu, jak ciepło, spokojnie, przyjemnie! Mało która polska wokalistka ma równie kojący głos, równie urzekające teksty piosenek, równie porywające melodie. Mela Koteluk pojawiła się jakby znikąd i jest zupełnym przeciwieństwem tego, co oferował nam dotychczas rynek muzyczny. Nie jest to muzyka masowa, komercyjna, nastawiona na jeden przebój i szybki zysk. Mela Koteluk znalazła swoją niszę i widać, że czuje się w niej jak ryba w wodzie. Uwodzi, kołysze, uspokaja.

spadochronPozwala złapać oddech w tej codziennej bieganinie. Stanąć, zatrzymać się, żyć. Pokazuje, że można inaczej. Że da się inaczej mówić o życiu, miłości, emocjach. Że delikatność, subtelność i intymność ciągle jeszcze są w cenie. Że nie trzeba odzierać się z prywatności, uwodzić, błyszczeć jak gwiazda. Że skromnością, elegancją i mądrością także można zdobywać serca słuchaczy. Ja jestem jej fanką od pierwszego razu, kiedy tylko ją usłyszałam.

 

Debiutancki album

Kiedy na rynku pojawił się jej debiutancki album, od razu wiedziałam, że muszę go mieć. I faktycznie, „Spadochron” jest dokładnie taki, jaki chciałam, żeby był. Oferuje sprawdzoną już jakość, tę bajkową narrację. Piękno i ukojenie, jakich na co dzień nam tak bardzo brak. Wszystko jest tu cichutkie, powolne, leniwe. Idealne do słuchania w samotne wieczory. Albo przeciwnie, w te romantyczne, spędzane we dwoje. Można zatopić się w tych dźwiękach, rozkoszować nimi jak najlepszą potrawą. Mam nadzieję, że Mela nigdy się już nie zmieni. Że zawsze pozwoli nam koło siebie przystanąć, kiedy świat tak gna.

Na razie nikt nie napisał swojej opinii. Możesz być pierwszy.

Dodaj swoją opinię