Facebook Twitter Reset

„Man On The Rocks” – 25 studyjny album Oldfielda

Dacie wiarę, że to już dwudziesty piąty album w karierze tego brytyjskiego wokalisty? To niesamowite, jak płodny to artysta, jak wiele ma do zaoferowania swoim fanom, jak intensywnie pracuje nad tym, żeby kolejne płyty były jeszcze lepsze, jeszcze dojrzalsze, jeszcze bardziej zaskakujące. A pomyśleć, że zaczynał jeszcze jako nastolatek, grywając na pożyczonej od siostry gitarze. I tu się po prostu czuje, że ten człowiek na muzyce i z muzyką się wychował, że stanowi ona istotną część jego życia, że czuje ją i gra całym sobą.

man-on-the-rocksDla mnie ta płyta nie jest ani gorsza, ani lepsza od pozostałych – jest tak samo dobra. Pełna znajomych brzmień, tego kołyszącego, uspokajającego tonu. Fajnym dodatkiem jest dysk z muzyką instrumentalną – to zupełnie nowa jakość, coś na kształt starych, sprawdzonych utworów podanych w nowej, nieco zmienionej, ale wciąż wytrawnej i wybornej formie. Osobiście pożyczam te płyty wszystkim znajomym i ilekroć Oldfield wypuszcza na rynek nową płytę, proszę ich, żeby to właśnie ją kupowali mi w prezencie. Nie ma bowiem wielu artystów tak świadomych tego, co robią.

Oldfield jak zwykle trzyma poziom

Tak bardzo pracujących nad zaspokojeniem gustów swoich odbiorców, tak rozpieszczających ich, tak uszczęśliwiających wraz z każdym kolejnym kawałkiem. Dlatego – choć uważam, że ceny płyt są w stosunku do naszych pensji stanowczo jednak zbyt małe – wydaje mi się, że w takie płyty zwyczajnie należy inwestować. Że jest to ukłon w stronę artysty, sposób na docenienie go. Bo Oldfield wykonuje jednak kawał dobrej roboty.

Na razie nikt nie napisał swojej opinii. Możesz być pierwszy.

Dodaj swoją opinię